Retropociągiem z Hanoi do Sa Pa

Przed nami kolejny odcinek podróży w północnym Wietnamie. Mogliśmy go pokonać zwykłym autobusem, ale tym razem postanowiliśmy trochę zaszaleć i wybraliśmy nocny luksusowy express relacji Hanoi – Lao Cai. A co, raz się żyje… To była pierwsza noc, której nie mieliśmy spędzić w hotelu.

Nocne pociągi z Hanoi do Lao Cai

Mamy do wyboru kilka nocnych „expresowych” turystycznych pociągów o wyższym standardzie, jadących z Hanoi do Lao Cai: SP1, SP3 i SP7, które wracają odpowiednio jako SP2, SP4 i SP8. Dystans do przejechania to 350 km. Niby niewiele, jednak pociągi w Wietnamie jeżdżą bardzo wolno. Podróż z Hanoi do Lao Cai trwa dobre ponad 8 godzin. SP7 i SP8 mogą jechać jeszcze trochę dłużej. Wszystkie te pociągi mają wagony sypialne, tzw. sleepery.

Oprócz powyższych kursują też lokalne pociągi: LC1, LC2, LC3 i LC4, które zatrzymują się na każdej stacji po drodze. Tu do wyboru jest twarde krzesło, twardy podkład, opcja z klimatyzacją lub bez. Można wybrać kabinę, ale dzieli się ją z innymi pięcioma osobami.

Wybór w naszym przypadku był oczywisty.

Sapaly Express Train

Kupiliśmy bilety na pociąg ekspresowy Sapaly (SP3) kierując się opiniami internautów, żeby w kierunku Lao Cai wybierać pociąg dołączony do SP1 lub SP3, a w drodze powrotnej – SP2 albo SP4. Sapaly miał też mieć najwygodniejsze leżanki. Poza tym, odpowiadały nam godziny podróży. Wyjazd z Hanoi o 22:00, przyjazd do Lao Cai o 6:20.

Bukując bilety, wybraliśmy sobie przedział z czterema miejscami sypialnymi, tzw. soft bed 4x deluxe. Koszt takiej miejscówki to 840 000 dongów od osoby. W pociągu przywitała nas elegancka kabina, wyłożona drewnianymi panelami i ozdobiona ciekawymi zdjęciami. Do tego przyjemne i ciepłe oświetlenie oraz wdzięczne zasłonki w oknach. Było czyściutko i zaskakująco wygodnie. W ramach biletu dostaliśmy też drobiazgi typu butelka wody mineralnej, pasta i szczoteczka do zębów, grzebień, chusteczki, itp. Zapowiadała się jazda w całkiem komfortowych warunkach. Póki co, tajemnicą wciąż pozostawało, kto do nas dołączy w podróży.

W końcu poznaliśmy swoich współpasażerów – dwóch sympatycznych Wietnamczyków. Linh i Tranh okazali się wesołymi i bardzo rozmownymi towarzyszami podróży. A świat jak zwykle okazał się mały… znalazło się wiele wspólnych tematów, w tym także polskich, jak bigos, pierogi i wódka hahaha Dawno się tak nie ubawiliśmy w trasie. Dodatkowo, Linh zaproponował spotkanie w Hanoi za kilka dni, co przyjęliśmy z radością i dużym entuzjazmem.

Przesiadka w Lao Cai

Chociaż zbytnio nie pospaliśmy, to podróż swoistym retropociągiem, dodatkowo w miłym towarzystwie, była bardzo fajnym doświadczeniem.

Rano po godzinie szóstej dotarliśmy do Lao Cai. To nieduże miasto położone nad ujściem rzeki Nậm Thi do Rzeki Czerwonej (Song Hong), niedaleko granicy chińskiej. Pożegnaliśmy się z chłopakami i ruszyliśmy na poszukiwanie busa do miejsca docelowego naszej podróży, czyli położonego w górach miasteczka Sa Pa.
Busiki czekają na chętnych zaraz po wyjściu z dworca kolejowego. Cena biletu dla miejscowych to około 50 000 dongów. Oczywiście, od nas na początku kierowca chciał 150 000 dongów od osoby, ale stargowaliśmy ostatecznie na 70 000 dongów. Tak dla zasady 😉

Trzeba przyznać, że trasa z Lao Cai do Sa Pa wiedzie przez przepiękne tereny. Po drodze mijaliśmy naprawdę obłędne krajobrazy. Sama podróż pędzącym minibusem po górskich serpentynach – to była dopiero jazda! Poziom adrenaliny nieźle skoczył nam w górę.

London SaPa Hotel

Po około godzinnej podróży dotarliśmy do uroczego kurortu Sa Pa, położonego na wysokości około 1600 m n.p.m. Na kolejne cztery dni zameldowaliśmy się w niedużym hotelu o wybitnie niewietnamsko brzmiącej nazwie London Sapa Hotel.

Pani na recepcji uprzejmie nas poinformowała, że mamy free upgrade pokoju do wyższej kategorii. O, jak miło! Rzeczywiście, pokój był bardzo przestronny, przyjemnie urządzony, a w łazience pysznił się porządny i mocarny prysznic. Cieszyliśmy się bardzo z tego powodu, a już szczególnie za każdym razem, gdy mijaliśmy pokoje z oknem na… korytarz. Kto wie, może właśnie takie lokum wcześniej miało być nasze 😉

Hotel London Sapa posiada elegancką windę, co w Wietnamie wcale nie jest standardem. Całe szczęście, bo zamieszkaliśmy na wysokim piętrze. Nie mniej, hotelowe schody były naprawdę przepiękne.

Jadalnia w hotelu London Sapa znajduje się na ostatniej kondygnacji budynku i z okien roztacza się niebanalna panorama na miasteczko.

O ile sam hotel był bardzo w porządku, to śniadanie okazało się niewypałem. I nie, żebyśmy byli wybredni, nic w tym stylu.  Ociekające tłuszczem dania w otwartych metalowych pojemnikach, niestety zimne. Nie dało się tego jeść. Tosty z obrzydliwą margaryną. Do tego okropna kawa. Czy my naprawdę wciąż byliśmy w Wietnamie? Następnym razem, zabukujemy w Sa Pa hotel o bardziej wietnamskiej nazwie 😉

Bardzo głodni, bez wahania wybraliśmy się na śniadanie do knajpki po sąsiedzku. Tam w końcu Nigel sobie dogodził.

Jeszcze do wczoraj piliśmy tylko kawę z lodem. Dziś szok termiczny, bo zamiast +35 stopni mieliśmy tylko +18 na skali Celsjusza. Przyjemnie było ogrzać się przy pysznej wietnamskiej hot coffee 🙂

Może Ci się również spodoba

Jeśli masz ochotę, oceń lub skomentuj ten artykuł

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.