Island Hopping – absolutne „must do” w El Nido

El Nido to miasteczko okrzyknięte numerem jeden na wyspie Palawan. Głównie jako baza wypadowa do zwiedzania okolicznych miejsc, wysepek i do zrobienia tzw. „island hopping”, który mieliśmy zaplanowany właśnie na dzień dzisiejszy.

Island Hopping

Island hopping to zdecydowanie najpopularniejsza atrakcja na całej wyspie Palawan. Absolutne „must do”. Coś, czego nie możecie sobie odpuścić, szczególnie jeśli znajdziecie się w El Nido.
Na island hopping płynie się tradycyjną filipińską łódką z bocznymi wspornikami, która nazywa się bangka. Wycieczka trwa około 8 godzin i pływa się pomiędzy wyspami oraz zatrzymuje się w różnych ciekawych miejscach jak plaże, laguny i zatoczki. Jest czas na snurkowanie, kąpiel i byczenie się na plaży. Mniej więcej w połowie trasy łódź zatrzymuje się w jakimś uroczym miejscu na lunch, gdzie podawane są tradycyjne filipińskie dania i owoce.
Island hopping odbywa się w Archipelagu Bacuit, na który składa się 45 małych wysepek. Mieliśmy już okazję obejrzeć piękne wapienne formacje skalne w Tajlandii, przykładowo w Krabi czy w morskim parku narodowym Ang Thong, a także w Wietnamie w zatoce Ha Long. Jednak Filipiny biją krajobrazowo na głowę. Cudowne widoki – od wysokich majestatycznych klifów i skał wapiennych, przez ukryte wśród skał zielonkawe laguny, po fantastyczne bezludne plaże z białym piaskiem. Dziesiątki małych wysepek pokrytych palmami kokosowymi i piękną tropikalną roślinnością. A woda jest niesamowicie przejrzysta i szmaragdowa. Rafa koralowa też niezła, chociaż osobiście widziałam lepszą w Egipcie.

Rano około w pół do ósmej  zjedliśmy śniadanko, proste ale smaczne (i w cenie noclegu). Do wyboru  wersja „western” i „filipińska”. Serwowane w takich oto pięknych okolicznościach krajobrazu.

Po godzinie ósmej wyruszyliśmy na island hopping. Wycieczkę zorganizował nam John – właściciel Caalan Beach Resort, ośrodka, w którym mieszkamy, i który posiada dwie własne łodzie. Cena podobna jak w agencjach: 1200 peso za wycieczkę + 200 peso za przystanek tzw. „premium” (w naszym przypadku Big Lagoon) + 200 peso lokalnej opłaty na rozwój ekoturystyki (tzw. ETDF czyli Eco-Tourism Development Fee”, ważna przez 10 dni i każda następna wycieczka nie wymaga już pobrania kolejnej opłaty). Różnica za to taka, że na łódce oprócz nas była tylko para Niemców z naszego resortu i obsługa łódki. Pełny komfort, w odróżnieniu od wycieczki organizowanej przez lokalne agencje w El Nido, gdzie na łódki wciskają tyle ludzi, ile się da.

Zabraliśmy buty do pływania, gdyż bez niech można się poranić na skałach i kamieniach, ręczniki oraz kremy z wysokim filtrem, bo słońce – nawet jak go nie widać – bywa zdradliwe. Dostaliśmy sprzęt do nurkowania i płetwy i podreptaliśmy za naszym przewodnikiem Albertem na łódkę. Zdecydowaliśmy się na wariant Premium Tour A with Big Lagoon. Każdy przystanek tej trasy jest inny i wyjątkowy na swój sposób.

Papaya Beach

Papaya Beach to fantastyczna plaża, która jest zwykle poza standardowym programem wycieczek z agencji. Bardzo się ucieszyliśmy, że mogliśmy tu przypłynąć, bo miejsce jest naprawdę idylliczne i oferuje doskonałe warunki do snurkowania.

Secret Lagoon

Największe wrażenie zrobiła chyba na nas Secret Lagoon (sekretna laguna), znajdująca się po południowej stronie wyspy Miniloc. Aby dostać się do laguny, najpierw musieliśmy powalczyć z falami i płynąć w naprawę głębokiej wodzie wzdłuż skał.  A potem trzeba było przecisnąć się przez mały i wąski otwór, a w zasadzie zanurkować i przez niego przepłynąć, bo ciągle był zalewany falami. Dalej już tylko szmaragdowa głębia i górujące nad nią klify. Mimo, że potrafię dobrze pływać, zawsze zabieram w takie miejsca kamizelkę.
Laguna jest przepiękna. Niesamowite przeżycia gwarantowane!

Nasi towarzysze z łódki – Monika i Christian, którzy przylecieli na urlop na Filipiny prosto z wysp Fidżi, gdzie aktualnie mieszkają i pracują.

Snurkowanie

Podczas każdego island hopping łódź dopływa w fajne miejsca, gdzie można posnurkować w przejrzystej wodzie i pooglądać rafę i podwodne życie, koralowce i mnóstwo kolorowych rybek.

Popatrzcie na kolor tej wody. Obłędny, prawda?

Shimizu Island

Shimizu Island jest prześliczną wyspą. To również świetny punkt do snurkowania, plażowania i zwiedzania maleńkich zatoczek. Co ciekawe, ta urocza wyspa ma raczej mroczną przeszłość. Jej nazwa podobno pochodzi od nazwiska japońskiego nurka, którego ciało znaleziono w podwodnym tunelu na wyspie.

Na wyspie Shimizu załoga łodzi przygotowała dla nas bardzo dobry lunch. Składał się z dwóch dań grillowanych na węglu drzewnym, ryby i kurczaka, a także smacznego curry i sałatki z warzyw. Do tego pyszne owoce.

Big Lagoon

Big Lagoon czyli Wielka Laguna. Jak sama nazwa wskazuje, jest to największa z kilku lagun, które są otwarte dla turystów w Zatoce Bacuit.
W ramach ochrony ekosystemów morskich, łodzie nie mogą już wpływać do laguny. Najlepszym sposobem na zwiedzenie tego miejsca jest skorzystanie z kajaka, który można wypożyczyć za 300 peso. Dookoła mamy wapienne formacje, a woda ma typowy dla lagun, piękny szmaragdowy kolor.

Monika i Chris zdecydowali się płynąć bez kajaka.

Nasz przewodnik Albert.

Przy skałach jest płytko i można było sobie spokojnie pobrodzić po wodzie i pozaglądać w małe skalne groty.

Z wielkiej laguny wróciliśmy na łódkę. Co niektórym jeszcze było mało moczenia się w wodzie.

El Nido

Po powrocie z fantastycznego island hopping chwilę musieliśmy odpocząć. Wbrew pozorom taka wycieczka wyciśnie z was ostatnie siły. Potem szybka kąpiel po słonej wodzie, świeże ubranka, a na koniec wypad trycyklem do centrum El Nido na kolację.

W El Nido mieliśmy szczęście obejrzeć kolejny odjazdowy zachód słońca.

Późnym wieczorem poszliśmy się potaplać w naszym resortowym basenie. Było bardzo przyjemnie i otoczenie wyglądało naprawdę uroczo. Na Filipinach najwyraźniej lubują się w podświetlanych basenach.

Może Ci się również spodoba