Złe miłego początki na trasie Warszawa-Neapol-Salerno

Gdy wczesnym rankiem zmierzaliśmy na Lotnisko Chopina, termometr wskazywał niecałe trzy stopnie Celsjusza. Rozgrzewała nas jedynie świadomość tego, że już za kilka godzin będzie dużo, dużo cieplej.

Szybko odprawiliśmy się na lotnisku i standardowo poszliśmy na kawę do Costa Café. Kiedy już szczęśliwi staliśmy w kolejce do 45 bramki, tablica pokazała, że lot jest opóźniony 20 minut. Później na dobry kwadrans utknęliśmy w autobusie lotniskowym czekając, aż pozwolą pasażerom wejść na pokład. Mało tego, kierowca włączył maksymalne ogrzewanie jakby na zewnątrz było co najmniej -25 stopni i zafundował nam darmową saunę. Ostatecznie, z prawie godzinnym opóźnieniem, na skrzydłach Wizz Air poszybowaliśmy do Neapolu w poszukiwaniu słońca.

Kierunek Neapol

Z lotu ptaka Neapol zaprezentował się nam dość niezwykle.

Lądując na Aeroporto Internazionale di Napoli po raz pierwszy zobaczyliśmy sylwetkę jednego z pięciu najniebezpieczniejszych wulkanów świata – Wezuwiusza.

I gdy już w końcu zrobiliśmy sobie odskocznię od szarej polskiej rzeczywistości, życie nas znów zaskoczyło. Po wyjściu z lotniska w Neapolu lunęło z nieba. Jak na złość. W strugach deszczu przyszło nam czekać na autobus lotniskowy Alibus, którym mieliśmy dojechać do dworca kolejowego na Piazza Garibaldi. Na szczęście niedługo potem włoskimi kolejami Trenitalia przenieśliśmy się na urocze Wybrzeże Amalfitańskie do miasta Salerno.

Deszcz w końcu zostawiliśmy daleko w tyle, a na miejscu przywitała nas piękna pogoda.

Salerno

Czterdzieści minut później wysiedliśmy na małym dworcu kolejowym w Salerno. Od dworca do naszego apartamentu miało być prosto i szybko, ale GPS w iPhonie Nigela postanowił inaczej.

Apartament La Casa di Ago w Salerno, który wynajęliśmy przez booking.com okazał się strzałem w dziesiątkę. Świetnie zlokalizowany w samym sercu miasta, tuż przy starówce. Mieszkanie bardzo czyste i wyposażone dosłownie we wszystko, co potrzebne do życia. Przywitała nas przemiła i bardzo pomocna właścicielka Adriana. Przekazała nam trochę przydatnych informacji o Salerno, co tu zobaczyć, gdzie zrobić zakupy i gdzie dobrze zjeść. Dodatkowo, zostawiła nam w prezencie soki i piwo w lodówce, a w kuchni znaleźliśmy różne produkty spożywcze do wykorzystania. Bardzo miło.

Tu właśnie mieszkaliśmy sobie przez najbliższe trzy dni.

Mieszkanie okazało się też idealnym miejscem na podglądanie codziennego włoskiego życia. I jednocześnie świetną bazą wypadową na zwiedzanie miasta i okolic.

Stare centrum Salerno

Na początek wybraliśmy się na rekonesans okolicy i przy okazji zrobiliśmy małe zakupy.

Lungomare

Późnym popołudniem pognaliśmy na Lungomare czyli nadmorską promenadę. Powiało przyjemną morską bryzą i od razu poczuliśmy, że żyjemy. Tak przy okazji, było zdecydowanie cieplej niż zdjęcia mogłyby sugerować.

Włoska kuchnia

Jako pasjonaci różnych kuchni świata, zaczęliśmy próbować wszystkiego, co tu najbardziej włoskie. Na początek rozpracowaliśmy najpopularniejszy neapolitański deser, czyli sfogliatelle. Pyszne ciastko wykonane z cieniutkich warstw ciasta i nadziane smakowitym kremem z sera ricotta, pasty migdałowej i skórki pomarańczowej. Włosi często jadają je na śniadanie. Już po jednej sztuce miałam dość, słodkie to było i bardzo syte.

Te śmieszne ciastka w kształcie grzyba to drożdżowe bułki, bardzo słodkie, nasączone rumem lub likierem cytrynowym Limoncello i nazywają się babà. Pyszne.

Inne włoskie słodkości.

Wieczorem wybraliśmy się do lokalnej pizzerii Resilienza, którą poleciła nam Adriana. No i w końcu wiemy jak smakuje prawdziwa włoska pizza. I to nie byle jaka, bo z mozarellą z mleka bawolic. Ciasto pierwsza klasa, ręcznie robione. Nawet bazylia smakuje zupełnie inaczej. Oj uwierzcie, jest różnica między tą włoską pizzą a naszą rodzimą… Knajpka też jak najbardziej godna zarekomendowania, wszystko świeżutkie i mega obsługa. Ceny przystępne, za wielką pizzę płaci się tu 4-7 euro w zależności od dodatków.

Salerno w nocy

To prawda, co mówią o włoskich zwyczajach. Tutaj życie zaczyna się dopiero wieczorem. Większość knajpek otwiera się około godziny 19. Ludzie gromadnie wychodzą coś zjeść i pospacerować. Miasto po zmroku wygląda niesamowicie nastrojowo. Sami zobaczcie.

Do naszego mieszkanka wróciliśmy ledwie przed północą. Wypiliśmy jeszcze po lampce wina i padliśmy jak przysłowiowe kawki. Buonanotte! Dobranoc!

Może Ci się również spodoba

Jeśli masz ochotę, oceń lub skomentuj ten artykuł

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.