Sentiero Degli Dei – Ścieżka Bogów czy Diabelska Ścieżka?

Odwiedzić Wybrzeże Amalfitańskie i nie zrobić choć części trasy trekkingowej Sentiero Degli Dei, to jak być w Rzymie i nie widzieć Koloseum. Jako, że lubimy wyzwania, to na kolejny dzień zaplanowaliśmy sobie tę właśnie atrakcję. Na początek musieliśmy podjechać z Salerno do Amalfi, a stamtąd dostać się wysoko w góry do Bomerano w gminie Agerola. Oba odcinki zrealizowaliśmy autobusami Sita Sud, prowadzonymi przez naprawdę wprawnych kierowców. Szczególnie 15-minutowa kręta trasa z Amalfi do Ageroli była nieprzeciętnie stroma i cały czas trzeba było dobrze się trzymać poręczy.

Bomerano

Bomerano to bardzo spokojna i malownicza wioska. Tam, w przyjemnej, małej kafeterii Il Ritrovo uzupełniliśmy zapasy wody, wypiliśmy pyszną kawę i wrzuciliśmy trochę słodkości, żeby nabrać energii przed wyprawą. Przemiły właściciel knajpki dodatkowo poczęstował nas drożdżowym ciastkiem babà, solidnie nasączonym likierem. Było wyjątkowo pyszne.

Początek Il Sentiero Degli Dei

Il Sentiero Degli Dei czyli słynna Ścieżka Bogów to fantastyczny, panoramiczny trekking na Wybrzeżu Amalfitańskim. Trasa liczy sobie dobrych kilka kilometrów i prowadzi z wysokich gór do morza. Nie jest specjalnie trudna, ale daje w kość. Szczególnie ostatni odcinek, który pokonaliśmy schodząc po milionie kamiennych, nierównych schodów.
Wejście na Ścieżkę Bogów znajduje się przy Piazza Paolo Capasso niedaleko kościoła Św. Mateusza Apostoła. Na sąsiednim budynku znajdują się tablice informacyjne, więc bez problemu można trafić na początek szlaku.

Tym osobom, które mają lęk wysokości albo zawroty głowy, zdecydowanie nie polecamy. Ścieżka, którą się idzie, jest bardzo wąska i w większości prowadzi nad przepaściami, a barierek żadnych tam nie ma. I nie da się nie patrzeć w dół. Po drodze za to witają nas boskie krajobrazy. Jaskinie, tarasy uprawne, ruiny starożytnych domów i zawieszone na wybrzeżu punkty widokowe. Szlak pełen wartości historycznych, architektonicznych i przyrodniczych. Warto!

Ścieżka Bogów czy Diabelska Ścieżka?

Przez większość trasy szliśmy po całkiem płaskim terenie. Jednak było sporo momentów, gdzie trzeba było wspiąć się pod górę, albo zejść po stromiźnie w dół.

Trzeba przyznać, że najbardziej spektakularne widoki rozpoczęły się od miejsca, w którym szlak rozwidla się na dwie miejscowości: w lewo na Praiano i w prawo na Positano. Jest tutaj mała fontanna, przy której każdy obowiązkowo robi sobie przystanek na odpoczynek i zrobienie zdjęcia pięknej panoramy.

Wybraliśmy szlak w kierunku Positano. Ta część okazała się być trochę bardziej wymagająca. Było sporo stromych zejść, możliwych do pokonania tylko przy jednoczesnym przytrzymywaniu się skał. Chwila nieuwagi i można nieciekawie skończyć.

Po drodze minęliśmy może kilkanaście osób. Spotkaliśmy między innymi parę sympatycznych Wietnamczyków. Przylecieli do Włoch z Australii, gdzie mieszkają na stałe.

Na całym szlaku można było podziwiać ciekawe formacje skalne i bogatą florę.

Convento di San Domenico

W pewnym momencie odbiliśmy w kierunku Convento di Santa Maria a Castro. To ciekawy kompleks sakralny, na który składa się kościół Santa Maria a Castro z XII wieku i przylegający do niego klasztor dominikanów z XVI wieku Convento di San Domenico. Wewnątrz klasztoru znajdują się kilkusetletnie freski. Kompleks zbudowany jest na zboczach Monte Sant’Angelo i roztacza się stąd fantastyczny widok na głęboką dolinę Fontanella.

Przy klasztorze zlokalizowany jest wyciąg linowy, przeznaczony do transportowania różnych towarów z Praiano. Ciężko jest sobie wyobrazić wnoszenie czegokolwiek w górę po morderczych schodach, do których mieliśmy niedługo dojść.

Mordercze schody

Potem zaczęły się słynne kamienne schody. Do pokonania było ich 1200 albo i nawet więcej. Nasze kolana dostały za swoje. To była faktycznie najtrudniejsza część wędrówki. Dobrze, że co jakiś czas pojawiały się ławeczki, na których można było sobie chwilę odpocząć.

Praiano

W końcu dotarliśmy do Praiano. Schodząc do miasteczka wąskimi alejkami mijaliśmy piękne dzieła lokalnych ceramików.

Gdy już radośni siedzieliśmy w Praiano na kamiennej ławeczce koło przystanku, nadjechał autobus Sita Sud, który niestety nie zatrzymał się, bo zapewne miał komplet pasażerów. Przyszło nam poczekać trochę dłużej, ale dzięki temu obejrzeliśmy sobie spektakularny zachód słońca.

Powrót do Salerno

Tak właśnie zakończyliśmy nasz trekkingowy dzień na Wybrzeżu Amalfitańskim. Nasze ciała dostały niezły wycisk, jednak warto było się pomęczyć, aby móc zobaczyć na własne oczy te wszystkie fantastyczne widoki. My chyba to po prostu kochamy. A Sentiero Degli Dei nie jest znowu taka diabelska, spokojnie dacie radę.

Nie wiem jak znalazłam siłę, ale jeszcze tego samego wieczoru ugotowałam sos pomidorowy i pastę. Z tartym włoskim serem i winem smakowało wyśmienicie.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.